Wreszcie, nareszcie… i oto nadeszła ta wiekopomna chwila, że możemy chociaż na trochę wyrwać się poza teren budynku. Chociaż wyjścia organizowane są tylko w niewielkich grupkach razem z wychowawcami i trwają niezbyt długo, to i tak dla nas nie lada atrakcja, aby nacieszyć się słońcem, które dotychczas mogliśmy oglądać jedynie przez okna w naszych pokojach. Sami przecież wiecie jak to jest, gdy nie można się ruszyć z domu, a na dworze słoneczko przygrzewa i powiew świeżego wiatru muskającego policzek wprost zaprasza do wyjścia. Nas oczywiście nie trzeba było długo zapraszać, bo wyfrunęliśmy w tempie błyskawicznym niczym ptaki z gniazda. Nieodparta pokusa była silniejsza tym razem niż kiedykolwiek, bo czekaliśmy bardzo długo, a nawet zdecydowanie za długo. Co tu kryć było ciężko, jest coraz lepiej. Powoli, małymi kroczkami posuwamy się do przodu, a za nim ruszymy pełną parą jeszcze trochę na pewno minie. Póki co cieszmy się z małych przyjemności, bo takie są najlepsze. Czyż nie…?

 

   Zgodnie z nowymi rozporządzeniami organizującymi życie codzienne, doszło do zmniejszenia restrykcji dotyczących opuszczania miejsca zamieszkania przez osoby niepełnoletnie. Dzięki temu wychowankowie bursy "Awans" mieli możliwośc wyjścia na upragniony spacer i poddychania świeżym powietrzem. Odbyło się to zgodnie z nowymi wytycznymi. Wychowankowie opuszczają bursę wyłącznie pod opieką wychowawców w maksymalnie
10-osobowych grupach z zachowaniem wszelkich środków ostrożności - w maseczkach i rękawiczkach ochronnych.

           No i mamy kolejny spontan w naszej bursie. Wpadliśmy na ten pomysł zupełnie przypadkowo. Ktoś coś „ palnął” inny podłapał i poszła fama na piżamowe party. Czad był nieziemski, gdy większość z nas paradowała w piżamach po korytarzach ( nawet wychowawcy), a tylko nieliczne uparte jak osioł gagatki się wyłamały. Trudno nie to nie, prosić nikogo nie będziemy, przecież liczy się dobra zabawa – prawda? Ano właśnie, a ta była przednia szczególnie, że nasi wychowawcy p. Honorata i p. Rafał postarali się umilić nam ten wieczór w sposób szczególny przygotowując popcorn oraz wybierając ciekawy film, przy którym „boki można było ze śmiechu zrywać”. Tak to można spędzać wolny czas. Widzicie jakie to proste ? Jest piżama, popcorn, dobry film i jest zabawa… Uaahahaha

        Ach ta Marina… wzdychają nasi koledzy z bursy, bo niejednemu z nich już w głowie potrafiła zawrócić. A do tego jaka utalentowana, powie niejeden z nich i będzie miał 100% rację, bo nasza Marina potrafi praktycznie wszystko. Pięknie maluje, rysuje, szyje, gotuje, a do tego jest bardzo koleżeńska, zawsze miła, uśmiechnięta. Słowem zawsze można na nią liczyć, a to dla nas jest najważniejsze. A tu bach… , nagle dowiedzieliśmy się, że zbliżają się jej urodziny, więc nadarzyła się wreszcie super okazja, aby zrobić coś miłego dla naszej koleżanki. Zawinęliśmy zatem rękawy, omówiliśmy wspólnie jaką niespodziankę na ten dzień możemy dla niej przygotować i do roboty.Możecie wierzyć, że łatwo nie było, ale udało się. Pomogli nam w tym oczywiście nasi wychowawcy. Gdy uruchomiliśmy nasze silniki w ruch, ich moc okazała się na tyle potężna, że upiekliśmy 2 wielkie ciasta – Tiramisu i Rafaello oraz ogromny i piekielnie pyszny tort czekoladowy.
        Potem urządziliśmy spotkanie na świetlicy, gdzie odśpiewaliśmy jej tradycyjne 100 lat, zdmuchnęła świeczkę (nie zapominając o życzeniu) i zasiedliśmy do ulubionego punktu programu czyli … Jak myślicie czego ? Ano degustacji oczywiście – hahaha. Było naprawdę super i bardzo wesoło. A Marina ? Cóż tu wiele gadać nie kryła wzruszenia i była bardzo mile zaskoczona. Powiemy wam w tajemnicy - stwierdziła, iż były to najlepsze urodziny w jej życiu. I jak tu nie być zadowolonym z urządzenia niespodzianki tak miłej osobie …?

        No i się zaczęło… Chcąc nie chcąc popadliśmy w wir przygotowań wszelakich świątecznych potraw. Poczynając na jajkach faszerowanych , a na babkach wielkanocnych skończywszy. Oczywiście to tylko namiastka tego co przygotowaliśmy pod naczelnym dowództwem P. Magdy i innych wychowawców. Nie myślcie sobie, ze na dwu daniach się skończyło , bo my jak się rozkręcimy to ciężko nas zatrzymać. Oczywiście były i inne pyszności, a zapachy towarzyszące naszym kulinarnym zmaganiom unosiły się wszędzie. Całość jak to zwykle u nas - na wesoło i na luzie . A na koniec gdy spróbowaliśmy wszystkiego po trochu, to tak miło się zrobiło. Każdy odczuł, że parę kilo mu przybyło, ale co tam raz się żyje. Tak czy nie… ?

Podkategorie